Zielona żabka, czyli o miłosnych czarach prosto z dawnego Śląska

Redaktor Blog 0 komentarze/y

Czary miłosne na dawnym Śląsku były czymś zwykłym dla ówczesnych jego mieszkańców. Choć trzeba zaznaczyć, że miały najróżniejsze podłoże: ktoś chciał obudzić miłość u drugiej osoby, ktoś inny wywołać większe uczucie, a jeszcze trzecia osoba zyskać powodzenie w sprawach sercowych czy zemścić się za zdradę. Zazwyczaj do tego typu rytuałów używano roślin i /lub zwierząt. O wiele, wiele rzadziej spotykane były obrzędy z osobami o cechach nadprzyrodzonych. Jeden z miłosnych czarów dotyczył wzbudzania miłości. Jesteście ciekawi jaki sposób mieli na to przodkowie Ślązaków? Jeśli tak, na pewno zainteresuje Was pewna metoda…

Chcesz wzbudzić w nim miłość? Poszukaj zielonej żabki…

Któż z nas nie chciałby mieć kogoś, kogo będzie można kochać, i kto będzie nasz też kochał całym sercem… Większość ludzi marzy o znalezieniu tej prawdziwej miłości, stworzeniu dobrego i trwałego związku i przede wszystkim o tym, aby być w sprawach uczuciowych szczęśliwym i zrealizowanym człowiekiem. Sprawy te nie były obce naszym przodkom z terenu dawnego Śląska. Ci ludzie tak samo marzyli, snuli plany, chcieli mieć kogoś do przejścia przez doczesne życie. Nie chcieli jednak zostawić w rękach boga, losu i przypadku. Lubili brać sprawy w swoje ręce i tam, gdzie mogli mieć na coś jakikolwiek wpływ, po prostu działać.

Teresa Smolińska w publikacji „Tradycyjne zwyczaje i obrzędy śląskie” podaje przykład miłosnych czarów, w których głównym „rekwizytem” jest zielona żabka. Wcale nie oszukujemy, piszemy to zupełnie na serio. Jak należało zabrać się do sprawy?

Otóż złapać zieloną żabkę to jedno, drugie to zrobić w odpowiednim czasie. Wierzono bowiem, że aby cały rytuał przyniósł pożądane rezultaty należy to wykonać przed dniem świętego Jerzego. Czas więc miał ogromne znaczenie dla powodzenia całego tego miłosnego przedsięwzięcia. Kolejnym krokiem było umieszczenie zwierzątka w garnku, a ten koniecznie musiał być wykonany z gliny i pachnieć świeżością. Następnie naczynie owijano płótnem i wykonywano w nim maleńki otwór po czym – tutaj zaznaczamy, że wcale z Was nie żartujemy – trzeba było go umieścić w mrowisku (w tzw. mrowieczniku) znajdującym się w lesie. To jednak nie wszystko. Dla wielu osób znajdowała się teraz bardzo trudna część tego rytuału. O co chodzi? Otóż, aby ten miłosny czas z udziałem zielonej żaby się spełnił, idąc i wracając z lasu panna nie mogła z nikim rozmawiać. Co więcej, kiedy dziewczyna umieściła już żabę w mrowisku musiała zatkać sobie uszy, wierzono bowiem, że od usłyszenia pisku tego stworzenia można stracić słuch. Nie jest to koniec. Teraz należało odczekać całe cztery tygodnie i wrócić do lasu, a następnie wyszukać w mrowisku kostkę w kształcie haczyka po czym ją zabrać ze sobą. Tutaj pojawiało się jeszcze jedno zadanie przez panną pragnącą wzbudzić miłość jakiegoś kawalera. Ów kostką należało bowiem dotknąć konkretnego chłopca. Dopiero to sprawiało, że zyskiwało się jego miłość…

Zapewne niewiele z Was zapragnie zdobyć serce swoje wybranka właśnie w ten sposób. Poza tym dla nas współczesnych, to raczej zabobon lub zabawna pozostałość po obrzędach, które stanowią część spuścizny po naszych przodkach. Niemniej warto przypominać sobie o tym wszystkim i podtrzymywać pamięć o rzeczach, które stanowiły jakąś część tradycji i kultury ludzi, którzy żyli przed nami.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *